Polski sojusz z Ameryką Północną jest faktem także w jazzie. Przekonaliśmy się o tym na niedzielnym koncercie w sali Polskiej Filharmonii Bałtyckiej w Gdańsku. Wieczór był wizytówką Komeda Jazz Festival zakończonego dzień wcześniej w Słupsku.
PomysÅ‚odawcÄ… i szefem sÅ‚upskiego festiwalu jest pianista Leszek KuÅ‚akowski, który wystÄ…piÅ‚ w kwartecie z goÅ›cinnym udziaÅ‚em sÅ‚ynnego weterana jazzowej trÄ…bki Eddiego Hendersona. Henderson, nieprzerwanie w czołówce od ponad czterdziestu lat, ostatnio czÄ™sto odwiedza PolskÄ™ i nieodmiennie zaskakuje wysokÄ… formÄ…. KuÅ‚akowski, znany z wszechstronnoÅ›ci, m.in. z eksperymentów z łączenia jazzu z muzykÄ… poważnÄ…, tym razem zagraÅ‚ współczesny jazz Å›rodka. Z takim partnerem nie byÅ‚o zresztÄ… innego wyjÅ›cia, amerykaÅ„ski trÄ™bacz jest ekspertem w tworzeniu eleganckich i równoczeÅ›nie intrygujÄ…cych brzmieÅ„, trÄ…bkowym odpowiednikiem saksofonisty Wayne’a Shortera. Za mankament kwartetu można byÅ‚o uznać grÄ™ perkusisty Jacka Pelca, który biÅ‚ twardo, szybko i mocno, ale chyba trochÄ™ obok wÅ‚aÅ›ciwej muzycznej akcji. To jednak kwestia gustu – Pelc jest renomowanym i doÅ›wiadczonym muzykiem, wiÄ™c wiedziaÅ‚ co robi.
Główną gwiazdą komedowskiego festiwalu w pigułce był znakomity amerykański pianista Joey Calderazzo, żywy dowód na poparcie tezy, że Atlantyk przestaje być barierą dla markowych jazzmanów. Calderazzo wystąpił już w Trójmieście na zeszłorocznym, olśniewającym koncercie kwartetu Branforda Marsalisa na SKOK Jazz w Sopocie. Tym razem pojawił się z własnym zespołem i było tylko dobrze. Pianista ma świetny warsztat i kontakt z publicznością, ale naprawdę błyszczy przy wielkim liderze, jakim niewątpliwie jest Marsalis.
Jednak o rozczarowaniu nie było mowy, Calderazzo jest muzykiem świetnie ogranym, muzycznym erudytą i w dodatku ma solidne klasyczne wykształcenie, które daje jego muzyce szlachetny szlif. Gdańska publiczność nie chciała go wypuścić z sceny, a jednym z najlepszych momentów było pojawienie się na estradzie Eddiego Hendersona. Poszły iskry. Może warto było od początku wystąpić w kwartecie z trębaczem czy saksofonistą. Mistrzów jednak się nie poucza, a Joey mistrzem niewątpliwie jest.
W tym roku Krzysztof Komeda Trzciński obchodziłby siedemdziesiąte piąte urodziny. Pierwszy światowej sławy polski muzyk jazzowy miałby powody do dumy. Kułakowski wystawił mu najbardziej wartościowy pomnik z możliwych zapraszając na swój festiwal kontynuatorów wielkiego pianisty lub muzyków mu pokrewnych. Żywa muzyka jest o wiele bardziej trwała (paradoksalnie) od monumentów z brązu czy kamienia. Na muzykę zresztą nie paskudzą gołębie.
Autor artykułu: Tomasz Rozwadowski